Home / Wywiad  / Z entuzjazmem jest przynajmniej trzy razy łatwiej – Dawid Szczepaniak

Z entuzjazmem jest przynajmniej trzy razy łatwiej – Dawid Szczepaniak

Dawid Szczepaniak

Dyrektor kreatywny polskiego oddziału globalnej firmy marketingowej VML. Wcześniej założyciel i właściciel Pride&Glory Interactive. Także wykładowca i pomysłodawca Interactive Day – festiwalu z pogranicza sztuki, marketingu i technologii. Od lat wyznacza trendy względem tego, jak wykorzystać proces twórczy w komunikowaniu marek w przestrzeni Internetu. Z wykształcenia teolog protestancki.

***
Rozmowa z Dawidem to rozmowa o pewności siebie, umiejętności niepoddawania się, o zabieganiu o realizację swoich własnych ambicji. Ale przede wszystkim jest to rozmowa o potrzebie entuzjazmu. Jeśli chcesz przekonywać innych do swoich marzeń, swoich planów entuzjazm jest często brakującym ogniwem. A umiejętność jego wykrzesania pozwala podchodzić do trudnych spraw z łatwością i lekkością.

***

Janek Strycharz: Dawid – będziemy rozmawiać o umiejętnościach, o kompetencjach, które w Twojej ocenie przekładają się na skuteczność i odnoszenie sukcesów. Chciałbym się od Ciebie nauczyć, co takiego warto w sobie rozwijać, co pomaga w prowadzeniu przedsięwzięć, w zarządzaniu innymi, w byciu w tym dobrym. Duży temat…

Dawid Szczepaniak: Zacząłbym od tego, że znaczący wpływ na moje podejście do pracy zawodowej – nie tyle od strony „co”, ale bardziej od strony „jak” – miało wykształcenie. Z wykształcenia jestem teologiem protestanckim (sic!).

(?)…a co ma teologia wspólnego z umiejętnościami przywódczymi, z rozwijaniem organizacji?
No właśnie. Nie chodzi mi tu o samą znajomość teologii, a o fakt, że studiowałem na międzynarodowej uczelni w Niemczech. I też nie są tu najważniejsze takie twarde kompetencje, jak np. bardzo ważna dzisiaj umiejętność występowania przed tłumami, którą tam wykształciłem – bo przecież każdy protestancki pastor musi umieć wygłaszać charyzmatyczne kazania. W moim odczuciu potężna wręcz różnica między edukacją na Zachodzie, a edukacją polską jest taka, że ta zachodnia uczy pewności siebie, która jest wręcz niezdrowa.

To, czym najbardziej nasiąknąłem podczas studiów, to takie przekonanie, że po prostu wszystko się da; że jak człowiek się uprze na zrobienie czegoś, to po prostu to zrealizuje – i tyle.

Ja pojechałem na studia tak naprawdę nie znając dobrze angielskiego i musiałem się odnaleźć w środowisku międzynarodowym wśród ludzi, z którymi nie umiałem się nawet dobrze komunikować. Pierwsze miesiące to było ostre zakuwanie, chodzenie ze słownikiem pod ręką. A pojechałem tam w zasadzie z przypadku, bo nie dostałem się na reżyserię do Łodzi, co było moim marzeniem. Nie miałem żadnego planu alternatywnego i załapałem się na stypendium teologiczne, które mi zaproponowano w Kościele, do którego wówczas uczęszczałem.

To w zasadzie to była taka spontaniczna decyzja i tak sobie myślę – bo rozmawiamy tu o kompetencjach – czy spontaniczność to jest umiejętność?
To jest takie filozoficzne pytanie. Ja przede wszystkim myślę, że spontaniczność, czy pewność siebie, to są też takie cechy, które się nabywa. Pamiętam, że rozpoczynając liceum byłem niesamowicie nieśmiałym i zakompleksionym gościem. Dopiero z czasem, i w liceum, ale przede wszystkim na studiach, gdzie to wszystko się zintensyfikowało, stawałem się zupełnie innym człowiekiem. Więc są to – i mówię tu na podstawie mojego własnego doświadczenia – cechy nabyte. Mam też wrażenie, że uczelnie w Polsce nie rozwijają miękkich umiejętności, skupiając się na tej twardej wiedzy. Nawet nie wiem, czy uczy się dziś czegoś takiego jak przedsiębiorczość…

…No może jedna godzina lekcyjna tygodniowo w trzeciej klasie…
No właśnie. I teraz pozostaje pytanie, na ile to jest dołożenie czegoś do programu, co dobrze brzmi i wygląda dobrze w sprawozdaniach ministerialnych, a na ile to jest realny rozwój cech, które kojarzymy z człowiekiem przedsiębiorczym. A prawda jest taka, że uczelnie na Zachodzie, z którymi miałem styczność, podchodzą do tego bardzo programowo i mają na to konkretny pomysł.

A jak w takim razie człowiek się uczy np. pewności siebie? Można to tak rozłożyć na czynniki pierwsze?
No w moim przypadku to były bardzo specyficzne studia – czyli studia teologiczne, które przygotowywały przyszłych pastorów protestanckich. Wrzucano nas tam na bardzo głęboką wodę. Taki student dostawał nagle zadanie głoszenia kazań w wielkich kościołach protestanckich w Niemczech. No i nagle chłopak z Polski, który ledwo mówi po angielsku i ma kompleksy, musi stanąć przed kilkuset osobami w kościele protestanckim w Stuttgarcie i powiedzieć kazanie – i to było konkretne doświadczenie.
Czyli z jednej strony wrzucanie na głęboką wodę. Z drugiej strony, wielkim wsparciem było indywidualne podejście. Wykładowcy, których spotykałem naprawdę starali się rozwijać człowieka w oparciu o zrozumienie, jakie są jego mocne i słabe strony i dopiero na tej podstawie proponować pewne działania.

I jak to się potoczyło po studiach? Bo od ukończenia studiów teologicznych w Niemczech do bycia współwłaścicielem jednej z ważniejszych agencji interaktywnych to przecież długa droga.

Zanim odpowiem na to pytanie, to chcę tylko powiedzieć, że w takiej rozmowie to wszystko może brzmieć w taki poukładany sposób – tak jakbym miał jakiś masterplan kariery ułożony, i który uporczywie realizowałem. A ja nie miałem żadnego ułożonego planu kariery.

Wracając do Polski nie bardzo wiedziałem, co chcę w życiu robić i rozglądałem się na rynku pracy. Trochę wiedziałem, że chcę iść w stronę komunikacji i technologii, ale to też był przypadek, bo jeden z kolegów pokazał mi świetną stronę internetową – spodobało mi się. Wszedłem na stronę firmy, która była jej twórcą i zobaczyłem ogłoszenie, że poszukują menedżera projektów. Od razu też stwierdziłem, że nie mam rozwiniętej ani jednej twardej kompetencji, której na to stanowisko wymagano (chodziło głównie o wiedzę z zakresu programowania), ale pomyślałem sobie, że czemu by nie spróbować. W jedną noc stworzyłem fajne CV (z którego teraz się śmieję, ale wtedy wydawało mi się ono dziełem sztuki), którym dałem do zrozumienia, że jestem bardzo zdeterminowany do tego, żeby szybko się uczyć i rozwijać w pożądanych kierunkach.

Szefowie tej firmy – którzy potem stali się moimi wspólnikami – stwierdzili, że dawno nie widzieli kogoś tak zdeterminowanego. Do dziś pamiętam ich cytat, w zasadzie refleksję, którą podzielili się ze mną później, że zastanawiali się „czemu nie wbijałem do TVN-u na jakiegoś prezentera telewizyjnego”. Potem była kwestia warunków finansowych – ja chciałem 2 tysiące, a oni zaproponowali mi 800 złotych podstawy i możliwość wyrobienia reszty. Ale znów – ja się nawet przez chwilę nie zastanawiałem, że mogę nie wypracować tych pieniędzy. Byłem wręcz przekonany, że zarobię o wiele więcej, ale też myślałem o tym, że to jest ciekawe miejsce, w którym zdobędę fajne doświadczenie, w którym będę się mógł rozwijać i czułem, że to jest coś przyszłościowego.

Wracając do poczucia pewności siebie – kiedyś rozmawiałem z moim kolegą z pracy i powiedziałem mu, że mam taką ambicję, żeby zarabiać w tej firmie 5 tysięcy, i że zrobię wszystko, żeby do tego doprowadzić. I ten mój znajomy odpowiedział mi „Dawid, ty to jakiś chyba chory jesteś. Ja to bym o sobie nigdy nie pomyślał, że mogę zarabiać piątaka. Przecież my nie jesteśmy na tyle utalentowani, dobrzy żeby tyle zarabiać.” Dla mnie to było nie do pojęcia, że mam przed sobą osobę pracującą w agencji interaktywnej, która może myśleć o sobie w taki sposób. Co ważne, dla mnie to był też tylko jakiś cel pośredni i miałem w sobie chęć przeskakiwania dalej. I muszę też powiedzieć, że ta pewność siebie była momentami trochę niezdrowa patrząc na to z perspektywy czasu – czasem przesadzałem, ale jest to taka cecha, która mnie pchała do przodu i pozwalała przełamywać pewne pozorne bariery.

OK. A wspomniałeś również o takiej umiejętności szybkiego uczenia się…
Tak, to jest oczywiście ważna umiejętność. Nie wiem, jak o niej powiedzieć bardziej szczegółowo, za to mam takie wrażenie, że to wszystko się sprowadza po prostu do entuzjazmu. Że wszystko w życiu sprowadza się do entuzjazmu tak naprawdę. Ja miałem szczęście trafiać akurat na polonistów, którzy mieli entuzjazm do przedmiotu i byli w stanie mnie nim zarażać. I potem w życiu zawodowym też ważna jest umiejętność wykrzesania w sobie chęci – prawdziwej wewnętrznej motywacji do tego, co się robi; co z resztą często jest bardzo trudne.

To jest bardzo ciekawy wątek – tak się zastanawiam, czy można rozwijać entuzjazm jako umiejętność.
Mam za sobą okres skrajnego przemęczenia, przepracowania i wtedy budzenie w sobie entuzjazmu było dla mnie bardzo trudne. Gdzieś w okolicach 2012 roku doprowadziłem do takiej sytuacji, kiedy poza pracą nie widziałem w ogóle życia. Ta sytuacja wymagała ode mnie, żeby się nauczyć zupełnie czegoś innego – odpoczywania i odcięcia się od pracy. To z kolei jest związane z umiejętnością delegowania obowiązków i ufania, że inni dobrze się z nich wywiążą. A ja zawsze lubiłem robić rzeczy sam od początku do końca, bo gdzieś głęboko tkwiło we mnie przeświadczenie, że jeśli coś ma być zrobione dobrze, to muszę zrobić to sam. I to było bardzo krzywdzące dla moich współpracowników, bo mam wokół siebie całą masę ludzi, którzy w swoich działkach biją mnie na głowę dwudziestokrotnie.

A na czym polega to budzenie entuzjazmu u swoich współpracowników?
Przede wszystkim ja jestem przekonany, że jeśli szefowie podchodzą do swojej pracy z zaangażowaniem i pewną lekkością, to pracownikom też jest dużo prościej budzić w sobie entuzjazm. To się wiąże z kilkoma elementami – po pierwsze stały kontakt z pracownikami i dawanie im regularnej ewaluacji. Ważnym aspektem tej układanki jest też dbanie o to, żeby dać możliwości rozwoju pracownikom. I nie mówię tu tylko o pewnej satysfakcji finansowej – jak prowadzisz 160-cio osobowe przedsięwzięcie to musisz stworzyć innym warunki do tego, żeby mogli wykazywać się swoją indywidualną inicjatywą.

No dobrze, a co skłoniło Cię do tego, żeby zostawić pracę i zacząć rozwijać swoją inicjatywę?
W pewnym momencie poczułem, że moja praca nie oferuje mi już możliwości rozwoju w kierunkach, na których mi zależało. Ale myślę, że o wiele ważniejsze jest to, że poczułem realną siłę. Nabrałem przekonania, że naprawdę wiele rzeczy może zależeć ode mnie, i że mogę mieć większy wpływ na swoje życie i otaczającą mnie rzeczywistość; i chciałem tego spróbować. No i do tego poznałem odpowiednią osobę, z którą wspólnie zdecydowaliśmy się na dość szalony ruch założenia własnej firmy. A razem mieliśmy może ok. 5000 zł, czyli w ogóle nie dysponowaliśmy środkami finansowymi. Niemniej złożyliśmy wypowiedzenia, ponieważ stwierdziliśmy, że wtedy będziemy mieć silną motywację do pracy, do działania.

I rozumiem, że mieliście pomysł na założenie agencji interaktywnej i szukaliście inwestorów? Na czym polega przekonywanie innych do tego, żeby ci zaufali – także swoimi pieniędzmi?
Dokładnie tak – potrzebowaliśmy środków na start. A jeśli chodzi o przekonywanie innych do swojej sprawy, to znów odwołam się do entuzjazmu. Ja uważam, że jeżeli masz trochę, nawet nie koniecznie dużo, racjonalnych argumentów, które przemawiają za Twoimi dokonaniami, to jeśli dorzucisz do tego potężną dawkę entuzjazmu to możesz przekonać każdego, że warto realizować z tobą wspólne przedsięwzięcia. Teraz prowadzę interaktywną agencję reklamową, która została kupiona przez globalną markę – VML. Kiedy już po zrealizowaniu transakcji rozmawiałem z naszymi nowymi inwestorami to powiedzieli, że przekonało ich do nas to, że zobaczyli facetów, którzy z pełnym zaangażowaniem i sercem zajmują się firmą. Ta obserwacja pomogła im w podjęciu decyzji, ponieważ pozwoliła im nabrać przekonania, że nie szukamy tylko okazji do tego, żeby sprzedać firmę, zarobić i wycofać się z interesu, ale że nam na naszej pracy naprawdę zależy.

Twoja firma przeszła drogę szybkiego wzrostu. Teraz zarządzasz przedsięwzięciem, w które na co dzień zaangażowanych jest ponad 160 osób. Z jakimi wyzwaniami dla lidera wiąże się taka zmiana i jakie umiejętności są potrzebne, żeby się dobrze w tej sytuacji odnaleźć?
Podstawowe wyzwanie wiąże się z przyjęciem tego, że duże przedsięwzięcie nie jest już tylko twoim przedsięwzięciem. Mówiąc wprost – po to angażujesz tych wszystkich cudownych ludzi, żeby oni również mieli wpływ na wizję rozwoju firmy.

Trzeba trochę odstąpić i oddać pola, żeby ludzie mieli realny wpływ na organizację; jeżeli tego nie zrobisz, to stracisz tych ludzi.

I takie oddawanie pola musi się dziać na wielu poziomach – od spotkań strategicznych, po konkretne działania w poszczególnych projektach. Dla mnie to było bardzo trudne. Trzeba pamiętać o tym, że kiedy robisz ambitne przedsięwzięcie to robisz je po to, żeby móc siebie realizować. I musisz sobie zdać sprawę z tego, że inni też chcą siebie realizować. Że to nie jest fabryka, gdzie ludzie przychodzą tylko po to, żeby wykonać swoje zadanie i zniknąć. Druga sprawa, o której chciałem powiedzieć to ewaluacja. Bardzo ważna jest stała rozmowa ze współpracownikami i dawanie im informacji zwrotnej – szczególnie ważne są informacje krytyczne. Są one kluczowe do tego, żeby ludzie się po prostu rozwijali, ponieważ krytyka wskazuje na nowe możliwości. Także uczę się ludzi zwalniać, co jest niełatwe. Ale prawda jest taka, że ciężko jest trafić za każdym razem – przy takiej skali to jest niemożliwe.

A czego szukasz w ludziach?
Oczywiście oprócz koniecznych kompetencji, powiedzmy, twardych związanych z danym stanowiskiem pracy, to zależy mi na takich osobach, które potrafią się dogadywać z innymi. Jestem przekonany, że kluczowe dla całej firmy jest to, żeby się pracowało w dobrej atmosferze. Nie chodzi o to, żeby było miło za wszelką ceną, ale żeby było przede wszystkim konstruktywnie. To się nam nie zawsze udawało. W relacjach, w rozmowach łatwo jest wskoczyć w duże emocje. Szczególnie, kiedy – tak jak my – pracuje się w skrajnie stresujących warunkach, jeśli chodzi o terminy. Trzeba ludzi, którzy potrafią moderować te emocje i przerabiać je na konstruktywne uwagi. Którzy potrafią radzić sobie ze stresem swoim i stresem innych; którzy potrafią zachować spokój. Można też powiedzieć inaczej – szukamy ludzi, którzy są po prostu dojrzali. Akurat w branży reklamowej ważna jest też umiejętność rezygnowania z własnego ego. Pracując u nas często będziesz doświadczał sytuacji, że klient ubija twój pomysł, który wydaje się być świetnym. I trzeba nad tym przejść do porządku dziennego i proponować następne, równie świetne rozwiązania.

Na zakończenie chciałbym Cię zapytać o trochę szerszą perspektywę. Budujesz firmę kreatywną, która odnosi sukcesy. Jakie jest tego nieco szersze znaczenie – znaczenie społeczne, czy gospodarcze?
Wiesz, ja nie chciałbym tutaj twierdzić, że nasze przedsięwzięcie ma jakieś kluczowe znaczenie dla gospodarki, czy społeczeństwa. Szczególnie z takiego ekonomicznego punktu widzenia, to ja myślę, że każda pierwsza lepsza fabryka śrubek wnosi więcej do PKB, niż my. Ale odpowiadając na takie pytanie „o co w tym wszystkim chodzi?” to chciałbym posłużyć się pewną anegdotą. Kiedyś prowadziłem studia podyplomowe w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie i spotkałem tam dziewczynę, która po skończeniu tych studiów dostała pracę w jednej z najlepszych firm marketingowych na świecie. I po jakimś czasie otrzymałem od niej wiadomość, w której napisała, że „Dawid – wielkie dzięki, bo Twoje zajęcia miały kluczowy wpływ na to, że jestem gdzie jestem, i że odnoszę sukcesy”. I to było to.

Ja po prostu mam takie niedoparte wrażenie – choć zdaje sobie też sprawę, że może to brzmieć jak uproszczenie wszystkiego do jednego słowa – no ale kurczę tak trochę jest, że ten entuzjazm odgrywa kluczową rolę. Żyjemy w kraju, który nie jest najłatwiejszy, jeśli chodzi o takie wspieranie siebie nawzajem, kibicowanie sobie. Daleki jestem od narzekania, ale klimat nie jest najlepszy.

Także trzeba mieć umiejętność dążenia do realizacji swoich ambicji mimo różnych przeciwności losu. I entuzjazm jest takim brakującym ogniwem.

Jeśli go masz, to nie tylko jest łatwiej Tobie, ale też innym jest łatwiej w Twoim towarzystwie. Wystarczy zrobić prosty test – z kim wolisz iść na kawę? Ja z osobą, która wierzy w to, co robi i robi to z radością.

*

Rozmawiał Jan Strycharz – ekonomista, dyrektor programowy Fundacji Warsztat Innowacji Społecznej, gdzie opracowuje i realizuje programy rozwoju dla liderów społecznych, politycznych i biznesowych. Pracuje na rzecz podnoszenia kompetencji analitycznych w zakresie rozwiązywania problemów, oraz stymuluje procesy kreatywne nastawione na generowanie innowacyjnych rozwiązań produktowych i procesowych.

NO COMMENTS

POST A COMMENT