Home / Wywiad  / Projektowanie szczęścia – Joanna Ostafin

Projektowanie szczęścia – Joanna Ostafin

Joanna Ostafin

Jedna z założycielek firmy Project:People zajmującej się między innymi tworzeniem strategii biznesowych oraz organizacją szkoleń. Pomysłodawczyni i realizatorka Krakowskiej Inicjatywy Designerskiej. Z zawodu UX & UI designer oraz event manager. Pierwszą własną firmę założyła mając 18 lat.

***

Joanna Ostafin udowadnia, że chcieć to móc. Ceni sobie autentyczność, ciekawość, możliwość rozwoju, toteż wybierając projekty, nad którymi chce pracować, kieruje się przede wszystkim potencjalną wartością dodaną, którą mogą wnieść. Z każdej sytuacji stara się wyciągnąć cenną dla siebie lekcję. Najpierw dąży do zrozumienia sedna problemu, a dopiero później przystępuje do działania. Poza pracą zawodową angażuje się w szereg inicjatyw mających na celu wyposażenie młodych przedsiębiorców w narzędzia, dzięki którym będą mogli prowadzić swój biznes rozsądnie i efektywnie. Szczególnie bliska jest jej społeczność startupowa.

***

Jan Strycharz: Masz dość nietypowe hobby – biegi OCRowe. Skąd to się wzięło, o co w tym chodzi?

Joanna Ostafin: Biegi z przeszkodami, tak zwane OCR-owe są w Polsce dość młode. Ja usłyszałam o nich pierwszy raz dwa lata temu. Do zespołu „Husaria Race Team” wciągnął mnie mój znajomy z branży. To ogólnopolski zespół, liczący 800 osób, działający w kilkunastu miastach. Organizujemy regularnie treningi, podczas których przygotowujemy się do biegów z przeszkodami. Najpopularniejsze to Runmageddon, Spartan… ale jest też mnóstwo innych, mniejszych biegów. To jest fajny sposób na sprawdzenie się.
Ja lubię sporty ekstremalne. Zawsze mnie kręciły spadochrony, czy skoki na bungee. Zawsze starałam się realizować przynajmniej jeden cel rocznie. W tym roku zaczęłam z OCRami.

Runmageddon generalnie kojarzy mi się z taplaniem w błocie…
Jest taplanie się w błocie, jest przeszkoda lodowa, czyli 6 ton lodu wrzucone do bali i trzeba przez nią przepłynąć… są ścianki, wspinanie się po linie, trzeba przenieść worki z piaskiem… Są najróżniejsze przeszkody: wytrzymałościowe, szybkościowe, na celność. No i są też górskie biegi. Tak mniej więcej to wygląda.

Co ci to daje?
Satysfakcję. I pokonywanie siebie. To też się przydaje w praktycznym życiu. Dużo łatwiej zacząć na przykład wspinaczkę, jak się ma już takie umiejętności nabyte na biegach. No i zespół „Husaria”, z którym biegam, to są wspaniali ludzie. Dużo rzeczy robimy razem. Jesteśmy już na tyle zżyci, że możemy razem iść do opery, a kolejnego tygodnia pobiegniemy w biegu 10 kilometrów przez błoto.

Taki bieg z przeszkodami to w sumie mocna rzecz, jeśli chodzi o przełamywanie swoich ograniczeń. Czy można zrobić jakąś analogię do prowadzenia biznesu?
Trochę tak. Ostatnio prowadziłam taką rozmowę, że ludzie, którzy biegają biegi OCRowe, mają też specyficzny sposób myślenia. To są ludzie, którzy są odważni i próbują dużo różnych rzeczy w życiu. Jeśli pojawia się przeszkoda, to nie na zasadzie Już poddaję się i nie idę dalej, tylko O, jest przeszkoda, to pomyślmy jak możemy ją pokonać. I kolejnym razem, jak się nie uda, to będą próbowali następny raz, następny, następny… Aż w końcu dojdą do tego, jak pokonać problem.

Prowadzisz firmę. Czym ta firma się zajmuje?
Ja prowadzę firmę Project:People. Założyłam ją razem z moją wspólniczką w zeszłym roku. Teoretycznie powstałyśmy w styczniu 2016, aczkolwiek przeszłyśmy trochę pivotów po drodze i oficjalnie jako spółka jesteśmy od wakacji. Zajmujemy się strategią i designem, bardzo mocno opierając się na leanowym podejściu. Pracujemy ze startupami oraz firmami, które mają jakiś pomysł, albo jakiś problem i nie wiedzą, co mają z nim zrobić. To są zazwyczaj mocno eksperymentalne albo trudne projekty, gdzie coś „nie działa”. Klienci bardzo często nie wiedzą, co nie działa no i zazwyczaj wtedy wchodzimy my. Generalnie nie mamy oferty. My po prostu komunikujemy to, że rozwiązujemy problemy, czyli działamy na problemach i potrzebach klientów. Każdą współpracę zaczynamy od warsztatu z klientem, żeby zrozumieć kontekst biznesowy, zrozumieć problem.

Bardzo często się okazuje, że tak naprawdę problem leży gdzieś indziej, niż klientowi się wydaje.


Powiedziałaś kilka bardzo ciekawych rzeczy. Między innymi, że wykonaliście „trochę pivotów”. Chciałbym Cię zapytać, co to jest „pivot” i o co chodzi z wykonywaniem pivotów w firmie?
Pivot to jest pewna zmiana: zmiana kierunku, zmiana modelu biznesowego… W bardzo wielu różnych aspektach. To może być zmiana, jeżeli chodzi o grupę docelową, o usługi, o rozwiązania oferowane klientom… My zmienialiśmy się kilkakrotnie, jeżeli chodzi o komunikację.
Ja zajmuję się designem już 9 lat, moja wspólniczka zajmuje się marketingiem i strategią 12 lat. W zeszłym roku realizowałyśmy razem trochę projektów i nagle okazało się, że strasznie fajnie się nam razem pracuje, bo mamy podobny światopogląd, podobne podejście do pracy, do życia, do projektów. Pomyślałyśmy: zróbmy razem coś większego. Tak powstałyśmy.
Zaczynałyśmy od tego, że tworzyłyśmy program studiów magisterskich dla Wyższej Szkoły Europejskiej. To był nasz pierwszy duży projekt. Później organizowałyśmy również meetup Project:People, który był skierowany do osób interesujących się zarządzaniem, liderstwem, kreatywnością, biznesem…. Po drodze cały czas realizowałyśmy projekty, z których do tej pory byłyśmy znane, czyli realizowałyśmy różne kampanie marketingowe.
Natomiast okazywało się, że jednak naszym wyróżnikiem wcale nie jest to, że umiemy zrobić ładną stronę, czy zaprojektować fajną kampanię marketingową, ale nasz sposób myślenia. Czyli to, że staramy się zrozumieć problem klienta, a nie przedstawiamy gotowe rozwiązania. Zaczęłyśmy zmieniać naszą ofertę i trochę inaczej ją komunikować.
Więc wykonałyśmy mocny pivot, jeśli chodzi o komunikację na zewnątrz – że pracujemy warsztatowo, że pracujemy na problemie, że nie mamy oferty. To były te najważniejsze rzeczy, które powoli sobie uświadamialiśmy.

Właśnie. Jakie było źródło tego uświadamiania sobie, że trzeba zacząć inaczej komunikować?

Generalnie to było tak, że zawsze miałyśmy takie podejście, ale nie zwracałyśmy na nie uwagi. Przez to, że pracowałyśmy razem, uważałyśmy to za bardzo naturalne.

Jak możemy zrobić stronę internetową, jak nie porozmawiamy z klientem, jaki ma problem?
Po jakimś czasie zaczęłyśmy więcej rozmawiać z klientami i różnymi ludźmi z branży. Okazało się, że wszyscy zaczęli mówić Wow, ale to jest super podejście. Zaczęłyśmy się zastanawiać nad tym, że to faktycznie jest chyba coś unikatowego. A to, że się dobrałyśmy we dwie i było nam ciężko dobrać inne osoby, które mają podobny sposób myślenia, to faktycznie pokazuje unikatowość naszego podejścia.

Myślę sobie, że w waszej pracy bardzo ważna jest umiejętność identyfikowania potrzeb. Co to jest potrzeba? Jak rozpoznawać te potrzeby u klienta?
Potrzeby i problemy – pracujemy na obu. One są zbieżne w naszej branży. Zaczynamy od tego, że jak przychodzi klient, ma pewne rozwiązania: Potrzebujemy nowej strony, potrzebujemy nowej platformy, potrzebujemy prowadzić bloga itd. Wiele firm działa właśnie na takiej zasadzie: dobrze, to my to wycenimy, zaplanujemy… A my działamy na zasadzie: Dobrze, no to usiądźmy i zastanówmy się, skąd się wziął ten pomysł. W zasadzie to jest zwykła rozmowa, gdzie wystarczy zapytać kilka razy „Dlaczego?” i dochodzimy do sedna problemu. Często się okazuje, że problem wcale nie dotyczy tego, co wydaje się naszemu klientowi, bo to, co on już wymyślił, to jest pewne rozwiązanie, które mieści się w obszarze tego, co on zna. A my wiemy o tym, że możemy zaprojektować trochę inną rzecz, albo zaproponować w ogóle zupełnie inne rozwiązanie, które rozwiąże ten problem, który tak naprawdę jest gdzieś tam na początku.

Jakie kompetencje, umiejętności trzeba posiadać, żeby dobrze te potrzeby identyfikować, umieć je ponazywać. To też chyba jest wyzwanie, żeby je nazwać… Jakie umiejętności człowiek musi posiadać i gdzie je można zdobyć?
Przede wszystkim ciekawość i dociekliwość – to są takie dwie najważniejsze cechy. Bardzo istotne jest też to, żeby nie zostawać na tym powierzchownym poziomie. Zawsze zastanówmy się, dlaczego? Co za tym stoi? Starajmy się dociekać tych powodów. Nie zaczynamy żadnego projektu, póki cały zespół go nie zrozumie. To, co cenimy w zespole i też to, czego szukamy, jak dobieramy ludzi do zespołu, to jest to, żeby dociekać i żeby zawsze rozumieć dlaczego coś powstaje, dlaczego coś robimy, i jaki jest kontekst. Nie wiem, czy da się tego w jakimś jednym konkretnym miejscu nauczyć, bo to jest też pewne podejście do życia.

Ja zawsze staram się zrozumieć nie tylko w pracy, ale też prywatnie. Zawsze zastanawiam się, dlaczego coś robię, dlaczego mam coś robić, jaki jest tego cel. No i co potrzebuję uzyskać.


Przekornie zapytam. Dlaczego istnieje Project:People?
Dlatego, że mamy fajne kompetencje, które jesteśmy w stanie wykorzystać, żeby pomóc innym w rozwiązywaniu ich problemów. Bardzo mocną motywacją dla mnie i dla Beaty było to, że jeszcze zanim pracowałyśmy razem, zawsze starałyśmy się pomagać ludziom w tym, żeby oni się rozwijali. Jeżeli dało się cokolwiek zrobić, co mogło poszerzyć wiedze innych ludzi, dla nas to było super. Teraz mamy podobnie. Skupiamy się nad tym, żeby był jakiś widoczny efekt. Żeby można było zobaczyć, że coś się faktycznie zmieniło.

A czy mogłabyś podać jakiś przykład waszej realizacji? Taki konkretny?
Fajnym projektem, który realizowaliśmy, jest Pelvifly – startup skierowany do kobiet. To jest urządzenie, aplikacja, portal telemedyczny, który wspiera kobiety w ćwiczeniu mięśni dna miednicy. Mocno medyczny i specyficzny projekt. Założyciele przyszli do nas, jak większość klientów, z założeniem, że potrzebują nowej strony, bo ta, którą mają teraz to chyba jest brzydka”. Zaczęliśmy się zastanawiać: Dobra, ale dlaczego jest brzydka? I w ogóle po co nowa strona? Warsztatowo popracowaliśmy nad tym, jak w ogóle działa ta usługa.
Okazało się, że problemem wcale nie jest to, że strona jest brzydka. Problem był ze zrozumieniem w ogóle jak działa to urządzenie. Zamiast projektować nową stronę internetową, zrobiliśmy trochę wywiadów i spotkań z kobietami, żeby porozmawiać na temat ich problemów, na temat tego, jak teraz je rozwiązują, gdzie szukają pomocy. I okazało się, że w ogóle strona internetowa jest bardzo małym elementem całej układanki. Że wcale nie jest najważniejsza.
Razem z klientem zaplanowaliśmy zmianę całej usługi, całego procesu, przepracowaliśmy wszystko: od instrukcji, przez pudełka, przez to jak odbierać rozmowy. To było projektowanie doświadczenia całej usługi.

Powiedziałaś, że w procesie pracy z ludźmi nad rozwiązaniem, zrobiliście wywiady z grupą odbiorców. Jaka jest rola robienia takich wywiadów? Co to jest w ogóle wywiad? Jak się go prowadzi? Co można z niego wynieść?
Najważniejszym elementem naszej pracy jest kontakt z klientem i wywiady. I to niezależnie, jaki robimy projekt. Wywiad pojawia się u nas praktycznie zawsze.
Wywiad, czyli jakikolwiek kontakt z klientem lub użytkownikiem. To mogą być warsztaty, może być fokus… To jest coś, w co w sumie wierzymy najbardziej. Nie da się tworzyć biznesu, jeżeli nie mamy pojęcia o tym, jak naprawdę rozumie problem dana grupa, do której ten projekt kierujemy.
Tak jak powiedziałam na początku, my pracujemy mocno leanowo. Realizujemy przez to projekty biorąc małe wycinki prac po to, żeby wymyślić jak najwięcej koncepcji, jak najwięcej hipotez. Później testujemy je bardzo często za pomocą właśnie rozmów z klientami lub użytkownikami. -Dzięki temu mamy faktycznie sprawdzoną wiedzę i informacje dotyczące tego, jak rozwijać nasz projekt i nasz produkt. I wtedy dopiero działamy dalej.

Wierzymy, że jesteśmy w stanie w ciągu jednego dnia przeprowadzić wywiad, zaprojektować coś, zrobić, już sprawdzić jakieś kolejne koncepcje. Bardzo często wystarczy zwykła rozmowa. Nie musimy się do niej przygotowywać ileś tygodni wcześniej.


Używasz też takiego słowa, o które chciałem dopytać – „Lean”. Wyjaśnij proszę, co to jest to podejście leanowe.
Podejście leanowe to jest zwinne podejście do zarządzania, prowadzenia, rozwijania, w naszym przypadku, produktu, usług, biznesu. Skupia się przede wszystkim na tym, żeby pamiętać, że wszystko to, co robimy, powinno być robione elastycznie i bardzo szybko, ale cały czas opierając się na informacjach z rynku. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby być w stałym kontakcie z klientami, z użytkownikami. Tak właśnie pracujemy. W momencie, kiedy pojawia się pomysł, zastanawiam się, dla kogo mam to zmienić? Co chcę osiągnąć tą zmianą? Jaki problem rozwiązać? Projektujemy jakiś mały eksperyment. W ciągu jednego, trzech dni mamy już sprawdzoną informację i możemy dokonać zmiany w naszym planie projektu. To elastyczne działanie to jest zdecydowana przewaga podejścia leanowego. Bardzo ważne jest też uczenie się. Czyli nie ma błędów w naszej pracy, tylko najpierw sprawdzamy nasze hipotezy. Dzięki temu możemy zrobić od razu lepszy produkt, a nie dowiemy się dopiero po pół roku, że coś jest nie tak.

Czy macie projekt założycielski firmy? Coś takiego, co spowodowało, że doszłyście do wniosku, że dane doświadczenie przekuwacie w firmę.
Tak jak wspominałam, miałyśmy dużo pivotów. Współpraca z Beatą wzięła się z tego, że studiowałyśmy razem na Wyższej Szkole Europejskiej. Podczas jednych z zajęć pani prodziekan przyszła i powiedziała, że będziemy otwierali nowy kierunek studiów, który będzie związany ze startupami i zapytała, jakie przedmioty mogłyby być interesujące. Każdy dostał indywidualnie jakąś kartkę i miał napisać swoje uwagi. Ja z Beatą rozpisałyśmy się na temat kierunku startupowego. Pani prodziekan powiedziała potem, że bardzo ją zainspirowało to, co napisałyśmy i chciałaby, żeby coś z tego zrealizować.
Dla nas to był taki pierwszy krok. Zaangażowałyśmy mnóstwo ludzi ze świata startupowego, dużo poważnych firm, m. in. Google, które wspierały nas w tym, żeby zaplanować razem z nami program studiów. Udało nam się nawet przejść przez etap akceptacji ministerstwa, co było dość ciężkie, bo naszym założeniem było to, że nie mamy planu.
To miały być studia drugiego stopnia, więc na kierunek miały przychodzić osoby po licencjacie, które posiadały jakiś pomysł na biznes. Wtedy my w ramach zajęć pomagaliśmy im ten pomysł cały czas rozwijać dostarczając wiedzę, jaka jest im potrzebna na danym etapie. Jeżeli czuliśmy, że startupy, które rozwijały się na naszych studiach, teraz potrzebowałyby wiedzy z zakresu, dajmy na to, marketingu, to mieliśmy bazę potencjalnych wykładowców, którzy się zgodzili, że elastycznie w momencie, kiedy będą potrzebni, są w stanie przyjść i poprowadzić odpowiednie zajęcia na dany temat.
Było to mocno eksperymentalne, bardzo wychodzące poza ramy tego, jak standardowo wyglądają studia. I tak poznałyśmy się z Beatą. Po drodze przepracowywałyśmy dużo problemów no i okazało się, że mamy podobny sposób myślenia. Czyli pojawiał się jakiś problem, to wiele osób mówiło, że już się nie da z tym nic zrobić, a my wymyślałyśmy od razu plan działania.
Plan studiów, to był nasz pierwszy projekt, który realizowałyśmy razem. Potem powstała również jednodniowa gra edukacyjna, która miała uczyć studentów (niezależnie od kierunku), jak wygląda praca w startupie. I to był nasz drugi projekt, który później przekułyśmy na nasz produkt.

Powiedz mi, skąd brać te pomysły na firmę? Gdzie szukać inspiracji?
Jednej rzeczy, której na samym początku nie polecam, to wymyślanie biznesu w pierwszej kolejności, czyli myślenie rozwiązaniem. Ja bym zrobiła krok wstecz, czyli zastanowiła się, jakiej grupie i jaki problem chcemy rozwiązać. Fajnie jest sobie wybrać na początku grupę, z którą czujemy się dobrze i której problemy chcemy rozwiązać. Później tak naprawdę wystarczy wsłuchiwać się w problemy tej grupy. Każda grupa ma jakieś problemy, które artykułuje w różny sposób. Warto zastanowić się, który problem jest dla tej grupy bardzo palący, a później dopiero myśleć o tym, jak ten problem możemy rozwiązać. I to jest tak naprawdę nasza firma. Czyli to, co jest trzecie. Czyli nie od razu wymyślić jakiś biznes, tylko trochę wcześniej – dla kogo, jaki problem chcemy rozwiązać.

A w Twoim przypadku to właśnie tak było? Że dostrzegłaś problemy jakiejś grupy osób? Opowiedz trochę o tych inspiracjach na to przedsięwzięcie, jakim jest Project:People.
U nas to było trochę inaczej, bo my pracowałyśmy w branży wcześniej przez wiele lat, więc klienci przychodzili do nas cały czas. Ale nasz pomysł wziął się stąd, ż¬e ludzie przychodzili do agencji i bardzo często wychodzili niezadowoleni, bo dostawali po prostu stronę internetową, a w żaden sposób nie rozwiązywała ona ich problemu, bo dalej na przykład się sprzedaż nie zwiększyła. A oni wierzyli, że jak dostaną nową stronę, to się zwiększy. Ludzie wcale nie potrzebują nowej strony internetowej, czy fajnej aplikacji, oni potrzebują, żeby rozwiązać ich problem. Tutaj wchodzimy my. Staramy się najpierw zidentyfikować ten problem, a później dopiero zaproponować jakieś działania.

Czy w waszym przypadku pojawiły się jakieś trudności? Pamiętasz jakiś moment, z którym trudno było sobie poradzić, ale znalazłyście rozwiązanie?
Zastanawiałam się nad tym, czy była taka jedna konkretna trudność. My przez cały czas obserwujemy, co się dzieje u nas w firmie, w zespole, w cashflow. Na bieżąco analizujemy wszystkie rzeczy. Regularnie robimy sobie spotkania, gdzie widzimy, że może coś idzie w złym kierunku i wtedy testujmy inne rozwiązanie.
Przykładowo, nawet wielkość zespołu, to było coś, co było dużą zmianą, bo nasz zespół w pewnym momencie liczył 10 osób. Okazało się, że jest to mało efektywne, bo w te 10 osób już nie do końca realizowaliśmy takie podejście, jakie realizujemy w tej chwili, czyli mocno warsztatowe. Przy 10 osobach bardzo się to rozmywało, bo już trzeba było zarządzać, już ktoś zajmował się jakimiś wybranymi częściami… I to nie do końca było to. Nie wszystkie kompetencje były zagospodarowane odpowiednio. Porozmawialiśmy w zespole, co możemy z tym zrobić i przerobiliśmy go na 6 osób, które są w składzie standardowym, i mamy pozostałe 4 osoby, które pracują przy konkretnych projektach, które były dla nich atrakcyjne.
Zastanawiałam się, czy były jeszcze jakieś inne trudności… Wydaje mi się, że te same, co we wszystkich firmach. Jesteśmy skupieni na tym, żeby szukać rozwiązań, więc wydaje mi się, że przez to trochę mniej zauważamy problemy, które się pojawiają.

Jak się zdobywa klientów?
Mamy kilka mocnych źródeł.
Pierwsze to są nasze marki osobiste. Ja wraz z Beatą przez to, że jesteśmy już długo na rynku, to mamy klientów, którzy przychodzą, bo nas znają, bo kiedyś z nami pracowali, bo gdzieś o nas usłyszeli.
Drugie mocne źródło to są klienci, z którymi już pracowaliśmy i oni polecają nas dalej. Regularnie co pół roku sprawdzamy właśnie, skąd przychodzą klienci, analizujemy, tworzymy persony. Okazuje się, że w zasadzie któreś półrocze z rzędu najwięcej klientów mamy z poleceń naszych byłych klientów. To fajnie nam pokazuje, że nasze podejście jest skuteczne. Fakt, że rozwiązujemy konkretny problem, sprawia, że nasi klienci nas polecają dalej.
Trzecie źródło, które również jest istotne to są nasze wystąpienia na konferencjach, prowadzenie warsztatów, wszelkie sposoby dzielenia się wiedzą. Bardzo często przychodzą do nas osoby, które są zainteresowane współpracą, mówiąc: fajne podejście, też chcemy tak pracować. Przyjdźcie do nas i zobaczymy, co możemy razem zrobić. No i my przychodzimy, pracujemy z tymi klientami i okazuje się, że faktycznie razem możemy zrobić coś fajnego.
Zdecydowanie mniej istotne w naszej branży wbrew pozorom jest portfolio i strona internetowa. To jest pierwsza rzecz, która przychodzi na myśl – że musimy mieć fajne portfolio, fajną stronę. W porównaniu do innych kanałów, z tego źródła mamy bardzo mało klientów. Bo to jest tak, że agencje mogą pokazywać portfolio, my tez możemy pokazać, ale naszym wyróżnikiem jest nasze podejście. To też pokazuje naszą wartość.

Co to jest marka osobista i jak ją kształtować? Opowiedz o doświadczeniu zbudowania własnej marki osobistej.

Ważna jest przede wszystkim autentyczność. Bardzo ważne jest, żeby cały czas pracować i żyć i realizować projekty w zgodzie ze swoimi wartościami.

My tak zarówno dobieramy klientów w naszej firmie, jak i ja dobierałam wcześniej klientów, z którymi pracowałam. To zawsze musiało być coś, co mnie inspiruje, co jest dla mnie ciekawe.
Natomiast to też było wynikiem wielu, wielu lat pracy. 9 lat temu jak zaczynałam na rynku designerskim, to tych designerów było dużo mniej. Wystarczyło gdzieś regularnie publikować swoje prace, no i już się było rozpoznawalnym.
Ja bardzo lubię się angażować w najróżniejsze inicjatywy. I one też miały wpływ na budowanie mojego wizerunku. Od prowadzenia forum graficznego, jak miałam naście lat, przez założenie własnego portalu dla designerów, kończąc na krakowskiej inicjatywie designerskiej, która zrzesza ludzi już w realnym świecie. To też w mojej branży designerskiej pozwalało na to, żeby wyrobić sobie swoją markę. Wydaje mi się, że jest to po prostu kwestia aktywności.

Usłyszałem od ciebie, że analizujecie i robicie persony. Co to jest persona? Jak się ją robi? Po co się ją robi? I co się z tego ma?
Persona to jest pewien wybrany przedstawiciel grupy docelowej. To jest takie narzędzie służące do lepszego zrozumienia tego, do kogo kierujemy produkt czy usługę. Zastanawiamy się nie nad tym, kto jest naszą grupą docelową, tylko mówimy: okej, to będzie Adam, który ma lat 30, pracuje w średniej firmie, ma żonę i dziecko, codziennie korzysta z aplikacji służących do komunikacji, itd. I zastanawiamy się nad konkretnym, jednym przedstawicielem naszej grupy docelowej. To jest super narzędzie, bo nam pozwala lepiej zrozumieć kogo faktycznie kierujemy nasz projekt czy nasz biznes. Bo jeżeli mówimy, że naszą grupą docelową są ludzie w wieku 18-35, którzy jeżdżą komunikacją, i pracują i mieszkają w dużym mieście, no to tak naprawdę dalej nie wiemy, do kogo kierujemy nasz produkt. A wybierzmy sobie jedną osobę i jesteśmy w stanie dużo lepiej zrozumieć jej potrzeby.

I wy to robicie w waszej firmie odnośnie wszystkich, z którymi współpracujecie?
Mamy takie podejście, że nie tylko ja z Beatą odpowiadamy za firmę i za zarządzanie firmą, tylko równo co pół roku robimy sobie dwudniowe wyjazdowe warsztaty i to nasz zespół projektuje firmę. Siadamy razem, zastanawiamy się i analizujemy różne rzeczy. Projektujemy jak ma wyglądać nasza usługa, jak ma w ogóle wyglądać firma, jakie są nasze cele na kolejny rok… To wszystko wymyślamy razem.
Podobnie to wygląda z budowaniem persony. Zastanawiamy się: Mieliśmy takich i takich klientów przez ostatnie pół roku, z którymi nam się dobrze pracowało. Ale co ich wyróżniało? Dyskutujemy, jakie to były osoby. I na podstawie takiej analizy i takiego zastanawiania się powstają persony klientów, z którymi chcemy pracować.
Dla nas bardzo ważne jest właśnie to, żeby pracować z tymi dokładnie osobami, czy przy tych projektach, które są dla nas i dla naszego zespołu interesujące. Ta persona jest u nas niesamowicie ważnym narzędziem.

Dlaczego tak ważne dla Was, żeby pracować właśnie z tymi klientami, z którymi Wam się dobrze pracuje? Ktoś by mógł powiedzieć: Bierzemy wszystko, kasa jest kasa, idziemy na ilość…
To też jest jakieś podejście. U nas istotne jest zarówno to, z kim pracujemy, jak chodzi o klientów, jak i dobór osób do zespołu. Najważniejsze, żeby cały zespół dobrze się czuł z nową osobą, która do nas przyjdzie. Czyli, żeby podzielała nasze wartości, nasze podejście do życia, podejście do projektów. I podobnie jest z klientami. Chcemy pracować z osobami, z którymi nie czujemy, że pracujemy. Wydaje mi się, że raczej mamy luźną atmosferę w pracy. Staramy się tego pilnować, żebyśmy nie czuli, że nasza praca jest naszym obowiązkiem, a żebyśmy mogli realizować to, co chcemy.

Fajnie jest nie czuć, że się pracuje, tylko że się przychodzi, żeby zrobić coś ciekawego, albo czegoś się nauczyć.


Ten aspekt zdobywania wiedzy jest tutaj ważny, wszyty w DNA waszej firmy. Ta marka indywidualna, dzielenie się wiedzą… Jak tą wiedzę w ogóle zdobywać w dzisiejszych czasach? Jak ty to robisz, że ty tą wiedzę zdobywasz, poszerzasz?
Ja wierzę w praktyczną wiedzę przede wszystkim. Dawno nie byłam na konferencji, na której faktycznie bym się czegoś dowiedziała. Wystąpienia mają 30-45 minut, więc one raczej inspirują do tego, żeby zgłębić jakiś temat. Tak, żeby później gdzieś pójść i poczytać coś więcej. Tak naprawdę jest dużo artykułów, bardzo dużo książek. To są przydatne rzeczy, jeżeli chodzi o zdobycie konkretnej wiedzy.
Natomiast jak mówiłam, ja bardzo mocno wierzę w wiedzę praktyczną. Pójść, coś spróbować zrobić, sprawdzić, wykorzystać… Jeżeli się czegoś dowiem, staram się od razu to przełożyć na praktykę. Poznam nową metodę badawczą, to chcę ją przetestować i zweryfikować to podejście, które jest w książkach. Stąd też pomysł na Krakowską Inicjatywę Designerską, którą realizuję po godzinach. Doszliśmy do wniosku, że designerzy nie dzielą się w ogóle wiedzą i nie wymieniają się ta wiedzą. Nie ma z tego tematu książek, bo to jest tak, że jak już wypuścimy książkę, to ona w tej dziedzinie już jest kompletnie nieaktualna. W tym przypadku książki się w ogóle nie sprawdzają. Stąd doszliśmy do wniosku, że będziemy robili warsztaty praktyczne.
I to samo robiliśmy z naszym meetupem w Projektpeople, czyli wybieraliśmy sobie małe, pojedyncze umiejętności, które chcieliśmy przekazać uczestnikom naszego warsztatu. Nie realizowaliśmy dużych zagadnień, bo doszliśmy do wniosku, że lepiej jest nauczyć kogoś, kto przyjdzie do nas, jednej konkretnej rzeczy, ale tak, żeby ją przepracował razem z nami i już miał jakieś pierwsze doświadczenia z nią związane.

Zgadzasz się z takim hasłem, że biznes to przygoda?
To jest dość ogólnie powiedziane. Biznes trochę jest przygodą, bo mogą nas spotkać różne rzeczy. Natomiast przygoda nie musi się kojarzyć z czymś, co jest niepoważne. Można podchodzić do biznesu na zasadzie próbowania różnych rzeczy, eksperymentowania, bycia odważnym.

Funkcjonujecie od półtorej roku. To dość niedługi okres. Jakie plany przed sobą stawiacie? Co przed Wami?
Jesteśmy tuż przed wyjazdem planującym, gdzie będziemy projektować firmę na kolejne pół roku. Nasz cel długoterminowy, to jest zbudowanie takiej przestrzeni, która pozwoli osobom, które przychodzą do nas, na rozwijanie swoich pasji, biznesów, pomysłów. Myślałyśmy o tym, żeby to było większe miejsce podzielone na kilka różnych części. Byłaby tam przestrzeń, gdzie możemy powymieniać się wiedzą, przestrzeń, gdzie możemy zrobić warsztaty, gdzie możemy zaprosić ludzi, coś przeprojektować. Byłaby też ta część dotycząca wiedzy, którą my dostarczamy, czyli część, gdzie możemy pomagać naszymi kompetencjami osobom w realizowaniu ich pomysłów. Zbudowanie tej przestrzeni jest naszym długofalowym celem. Powoli, krok po kroku, staramy się dokładać kolejne elementy tej układanki. Mamy też zdecydowanie ambitne cele, jeżeli chodzi o to, w jakie projekty chcemy się angażować.

A można wiedzieć, jakie to są projekty?
Eksperymentalne projekty są dla nas interesujące. Czyli generalnie finanse, bankowość, ale też chat boty, boty… Chcemy projektować całe usługi. Kierujemy się w tą stronę, żeby nie realizować projektów, które są stosunkowo małe i opierają się na zaprojektowaniu strony. Dla nas bardzo ważne jest to, żeby przejść przez proces, pomóc rozwijać biznesy tak, żeby być w stanie w dłuższej perspektywie obserwować, czy to, co robimy daje jakąś zmianę.

Teraz macie ten półroczny wyjazd. Jak ten wyjazd wygląda? Co robicie i co się dzieje?
To trochę zależy od tego, co chcemy sobie przepracować. Całe dwa dni zawsze mamy warsztatowe i faktycznie one trwają po 8 – 9 godzin dziennie. Teraz będziemy się zastanawiać nad modelem biznesowym. Przepracujemy sobie problemy, rozwiązania i komunikację, bo coś, co chcemy zrobić w przyszłym roku, to jest rebranding. Zmieniliśmy logo, jesteśmy w trakcie projektowania nowej strony no i zastanawiamy się właśnie jak lepiej komunikować to, czym się zajmujemy.
Po drugie, staramy się nasz zespół zawsze zapoznawać z jakimś nowym narzędziem. Więc zazwyczaj jak mamy jakiś zestaw narzędzi, które chcemy przetestować i nauczyć zespół, to robimy to też w ramach tych warsztatów, bo jednocześnie raz, że pracujemy dla wartości całej firmy, bo przepracowujemy pewne rzeczy, a dwa, że od razu poznajemy narzędzie i widzimy czy się sprawdza.

A co konkretnie dzieje się na takich warsztatach? Dyskusje, brainstormingi?
Narzędzi jest ogrom. Bardzo często pracujemy na canvasach. One są pomocne, bo tak naprawdę wystarczą kartki. Poprzyklejamy je sobie i możemy dyskutować. Coś, co u nas na wyjazdach jest bardzo ważne, to jest praca indywidualna. Korzystamy z metody design studio. To jest metoda odwróconej burzy mózgów, bo ona zaczyna się od tego, że najpierw każdy pracuje indywidualnie, a później te pomysły zaczynają się łączyć. Realizując warsztat staramy się łączyć pracę indywidualną z pracą zespołową. Później dyskutujemy.
Jeśli chodzi o wymiar praktyczny, to wprowadzamy jakieś nowe ćwiczenie, albo coś przepracowujemy, a później już z nowym podejściem zastanawiamy się, czego się nauczyliśmy, jak możemy to wykorzystać.
Jeśli chodzi o takie biznesowe warsztaty to tak zaczynamy. Zastanawiamy się, jakie pojawiają się problemy, co możemy z tymi problemami zrobić, jak mogłoby to wyglądać dobrze, no i na samym końcu wychodzimy z konkretną listą zadań.

Wcześniej wspominałaś o tym, że interesuje Was sektor finansów, bankowości, też chat boty usprawniające komunikację między człowiekiem a usługą… Czemu to są interesujące dla was tematy?
Przede wszystkim dlatego, że są to nowe tematy i są mniej zbadane, więc dają duże pole do eksperymentów. Mamy duży głód wiedzy w zespole. Jak pojawia się jakiś nowy temat, to chcemy go sprawdzić, przetestować. Również jest to dla nas interesujące dlatego, że opiera się na projektowaniu doświadczeń. Nie ważne, czy zajmujemy się czymś od strony strategicznej, czy od strony designu.

Dla nas bardzo ważny jest ten aspekt projektowania doświadczenia, czyli tak trochę projektowania szczęścia.

Podobnie jest w temacie chat botów. Dla mnie jest to bliski temat, który ostatnio badałam. Mamy zaprojektować coś, co ma być pewną konwersacją. Natomiast bardzo dużo osób zaczęło do tego podchodzić mocno narzędziowo, zapominając właśnie o tym aspekcie konwersacji, tego doświadczenia. A możemy zbudować bardzo różne doświadczenia.

Jak tak dobrze zaprojektujecie doświadczenie, to co?
To ludzie będą stronie szczęśliwi, mam nadzieję. Zawsze mamy dwa cele: rozwiązać problem naszych użytkowników czy klientów, a dwa zrobić to w taki sposób, żeby ludzie wyszli z pozytywnymi doświadczeniami.
Nawet, jak idziemy do sklepu i korzystamy z kasy samoobsługowej, to można ją zaprojektować tak, że po skorzystaniu z niej, kolejnym razem pomyślimy: Boże, tylko nie ta kasa, chodźmy do normalnej. A możemy ją zaprojektować tak, że ktoś przy kolejnym korzystaniu powie: O, jest wolna kasa, podejdę tam. Szybko się z tego korzysta i jest fajne. To jest coś, wpływa po prostu na społeczeństwo. Bo możemy zaprojektować: obie kasy będą liczyły, obie kasy będą wydawały pieniądze, obie kasy skasują nam produkty, natomiast jedna kasa zostawi człowieka z pozytywnym doświadczeniem, a druga kasa go sfrustruje.

Przez ten okres budowania firmy, co taką największą satysfakcję ci daje?
Zespół. Zdecydowanie największą satysfakcję daje mi zespół, jaki zbudowaliśmy do tej pory. Zresztą nazwa firmy Project:People wiąże się właśnie z tym, że naszym numerem jeden zawsze są ludzie. Osób, z którymi pracujemy, nie taktujemy jako współpracowników, nie mamy konkretnej hierarchii. U nas wszyscy są równi, wszyscy mogą projektować firmę, wszyscy mają wpływ na firmę, wszyscy mają wpływ na zmiany i wszyscy mają wpływ na klientów. To jest najważniejsza rzecz dla mnie. To, co udało nam się stworzyć i z czego jestem najbardziej dumna.

Czy macie konkurencję? Czy analizujecie konkurencję? Czy to jest coś, co was obchodzi?
Na pewno mamy konkurencję, bo w ostateczności tworzymy jakieś produkty, czy strategie, więc generalnie dużo firm się tym zajmuje. Natomiast u nas wyróżnikiem jest podejście. To jest ważne i tego staramy się uczyć naszych klientów. Jest dużo firm, które robią te same rzeczy. Najważniejsze, żeby sobie znaleźć wyróżnik. Czyli to, dlaczego klienci mają wybrać nas, a nie naszą konkurencję. My mamy konkurencję, mamy świadomość tego, jaka ona jest, co oferuje… Naszym wyróżnikiem jest to, jak pracujemy, z kim chcemy pracować, jaki mamy proces.

Jak zmierzać w kierunku założenia własnej, fajnie działającej firmy? Co ja, czy osoby w moim otoczeniu, dostępnymi dla siebie narzędziami, mogą zrobić?

Nie bać się w ogóle swoich pomysłów i nie bać się próbować. I nie bać się porażki. Bardzo dużo osób ma super pomysły na biznes i nic z tym nie robi, bo się boi porażki.

Ważne jest, żeby sobie zmienić to nastawienie. Że nie ma porażek, bo zawsze się czegoś uczymy, a to, czego się uczymy, daje nam niesamowitą wartość. Jak drugi raz podejdziemy do tego samego tematu, to już wiemy o tym, czego nie robić i co możemy zrobić lepiej. Nie traktować porażek jako czegoś ostatecznego, co nas skreśla. Po prostu dowiadujemy się czegoś nowego. Prowadzenie biznesu i rozpoczęcie biznesu nie kosztuje praktycznie nic. Możemy coś przetestować i otworzyć swoją firmę w bardzo krótkim czasie.

A taka praktyczna uwaga właśnie… Jak ty wyciągasz wnioski z porażki? Coś notujesz, zapisujesz, masz tablicę z karteczkami?
Analizuję, co się wydarzyło przed momentem, w którym odniosłam porażkę. Zastanawiam się nad wszystkimi czynnikami. Rozpisuję to sobie w formie osi czasu… Czyli jakie były poprzednie kroki, jakie były poprzednie wydarzenia. I zastanawiam się, co w danych miejscach nie wyszło. Czyli na przykład tutaj nie wyszło to, tutaj stało się to. W kolejnym kroku zastanawiam się, dlaczego tak się stało. I ostatni krok, który tak naprawdę robię, to myślę, co mogłam z tym zrobić? Czy mogłam zrobić coś inaczej w danym miejscu? Tutaj mogłam zrobić to i to, albo mogłam do kogoś zadzwonić, albo mogłam coś wcześniej zaplanować, itd. Na takim trzy-, czteropoziomowym szablonie łatwo sobie można przejść dowolny problem, czy dowolną porażkę. Co się stało i dlaczego się stało i od razu wychodzimy z konkretnymi akcjami na przyszłość. Nie na zasadzie: dobrze, następnym razem tego nie zrobię, bo dalej nie mam konkretów. Ja zawsze staram się pracować na konkretach. Dlaczego coś się wydarzyło? Tak długo docieram do tych powodów, aż będę miała konkretną informację. Czyli: Następnym razem muszę coś zaplanować minimum dwa tygodnie wcześniej. I to już jest konkret, bo wiem, że jak następnym razem podejdę do tego samego tematu, to już się nauczyłam, że następnym razem muszę mieć przynajmniej dwa tygodnie. To jest ważne i fajne narzędzie, które stosuję.

Czy Project:people to była pierwsza firma, którą założyłaś, czy już może miałaś wcześniej takie doświadczenia?
Jak miałam 18 lat założyłam firmę w Krakowskim Parku Technologicznym. Wtedy ponoć byłam najmłodszą osobą, która założyła działalność, bo to było tuż po dostaniu dowodu osobistego. To była moja pierwsza firma. Nauczyła mnie najwięcej, bo popełniłam absolutnie wszystkie błędy, które można popełnić zakładając własny biznes.
Pomysł opierał się na tym, żeby stworzyć portal dla osób, które lubią tańczyć. Dostaliśmy informację, że musimy przestawić biznesplan na dwa lata. No to usiedliśmy i zrobiliśmy. Teraz wiem, że więcej bym tego nie zrobiła, no bo jak wymyślić plan na dwa lata w branży technologicznej, która się niesamowicie szybko rozwija.
Kolejnym błędem, który popełniliśmy, było założenie działalności na samym początku, zanim jeszcze mieliśmy zrobione cokolwiek. Nie mieliśmy jeszcze nawet dokładnie konceptu jak to będzie wyglądało. To był niesamowity błąd, bo dwa lata opłacaliśmy ZUS, składki, podatki itd. nie zarabiając nic. Teraz bym to zrobiła zupełnie inaczej, bo nie ma potrzeby zakładania działalności, jeżeli mamy niezweryfikowany pomysł na biznes.
Najpierw powinniśmy podejść, porozmawiać w ogóle z tymi osobami, zastanowić się, czy oni mają faktycznie taką potrzebę, za którą są w stanie zapłacić, a my porozmawialiśmy z jedną stroną. Porozmawialiśmy tylko z klubami i szkołami tańca i dowiedzieliśmy się, że byłoby fajnie, gdyby był jakiś inny kanał pozyskiwania nowych klientów. Natomiast nie drążyliśmy dalej. Zrobiliśmy zdecydowanie za mało badań, za mało rozmawialiśmy.

No i byliśmy bardzo zakochani swoim rozwiązaniu. Kompletnie nie polecam.

Ktoś zakocha się w swoim pomyśle na biznes i jest ślepy informację zwrotną od rynku. Nie dostrzegamy tego, że rynek nie potrzebuje naszego pomysłu i ludzie wcale nie mają takiego problemu, jaki my chcemy rozwiązać. Więc włożyliśmy dwa lata pracy w to, żeby zrobić portal i mimo, że gonie uruchomiliśmy, to nikt tego nie zauważył, bo się okazało, że nie był nikomu potrzebny.
Więc to był projekt naprawdę rewelacyjny, bo nauczyłam się na nim niesamowicie dużo. On też mnie popchnął w stronę przedsiębiorczości. Później założyłam kolejną firmę i kolejne inicjatywy. Nie potraktowałam tego na zasadzie: To mi się nie udało, to idę pracować na jakimś etacie, nie myślę już o swojej firmie, tylko to było na takiej zasadzie: Zrobiliśmy to źle, to źle, następnym razem powinniśmy zrobić badania, nie powinniśmy od razu zakładać działalności, nie było potrzebne, żeby robić dwuletni biznesplan. Wypisaliśmy sobie listę rzeczy, które zrobiliśmy źle, listę rzeczy, które zrobilibyśmy inaczej i zrobiliśmy następny biznes.

***

Rozmawiał: Jan Strycharz – ekonomista, dyrektor programowy Fundacji Warsztat Innowacji Społecznej, gdzie opracowuje i realizuje programy rozwoju dla liderów społecznych, politycznych i biznesowych. Pracuje na rzecz podnoszenia kompetencji analitycznych w zakresie rozwiązywania problemów, oraz stymuluje procesy kreatywne nastawione na generowanie innowacyjnych rozwiązań produktowych i procesowych.

NO COMMENTS

POST A COMMENT